Pod koniec października znów przesuniemy wskazówki zegara. Godzina w jedną stronę, godzina w drugą – tak, jakby czas był rzeczą, którą można bezkarnie przekładać z półki na półkę. Mówią: „to tylko sześćdziesiąt minut”, ale nasz organizm zna prawdę. Dla ciała i dla duszy to często mały wstrząs.
Nagle poranki stają się jaśniejsze, a wieczory krótsze. Sen się rozregulowuje, a rytm dnia traci swoją naturalną melodię. Natura nie zna zmiany czasu – słońce wschodzi i zachodzi według własnego porządku. To my, ludzie, odważyliśmy się wmówić światu, że potrafimy przesuwać czas.
Ale czy potrafimy? Zegar na ścianie posłusznie cofnie się o godzinę, lecz nasze serca i umysły nie reagują tak szybko. Właśnie tu zaczyna się pytanie: czy to my posiadamy czas, czy raczej czas posiada nas?
W nocy z 25 na 26 października 2025 roku cofniemy zegarki z godziny 3:00 na 2:00, przechodząc z czasu letniego na zimowy. Od lat politycy obiecują, że to będzie jedna z ostatnich zmian. W 2019 roku Parlament Europejski przyjął nawet decyzję o zniesieniu obowiązku przestawiania zegarków. Ale od tamtej pory temat utknął w gabinetach i ministerstwach. I tak co roku – zamiast końca zmian czasu – mamy powtarzający się eksperyment na własnym organizmie.
Obserwuję ludzi, gdy wracają z pracy po zmianie czasu. Zmęczeni, rozdrażnieni, godzina 1500, a słońce chowa się za horyzontem, próbują dogonić wskazówki, które ktoś w nocy przestawił w ich imieniu. Widzę też, jak cierpią dzieci, starsi, chorzy – bo organizmu nie da się ustawić jednym ruchem ręki.
Może więc ta chwila, ten „szok dla organizmu”, jest okazją, by zatrzymać się i pomyśleć: jak my sami obchodzimy się z czasem? Czy pozwalamy, by ktoś stale przesuwał nasze wewnętrzne wskazówki? Czy żyjemy naprawdę w rytmie, który nam służy – czy tylko w rytmie, którego wymaga od nas świat?
Bo czas to nie wskazówka na zegarze. Czas to to, co przeżywamy. Każda minuta, każda godzina jest cenniejsza niż złoto. A przesuwając je, przypominamy sobie, że władza nad czasem jest iluzją.
W Augustowie zmianę czasu czuć szczególnie wyraźnie. Poranne mgły nad Nettą wydają się gęstsze, gdy nagle robi się ciemniej o tej samej porze. Wieczorne spacery nad Neckiem kończą się szybciej, bo światło dnia ucieka, jakby ktoś zgasił lampę nad jeziorem.
Mieszkańcy przestawiają zegarki, ale rytm miasta nie zmienia się wcale – rynek budzi się tak samo, uczniowie spieszą do szkół, starsi ludzie wychodzą po zakupy. Tylko w oczach widać lekkie zmęczenie, tę chwilową dezorientację, którą przynosi ten dziwny zwyczaj przesuwania życia o godzinę.
A jednak w tej zmienności kryje się pewna lekcja. Tak jak Augustów uczy nas cierpliwości wobec natury – rzeki płyną swoim biegiem, jeziora milczą w swoim rytmie – tak i zmiana czasu przypomina nam, że to nie zegar jest najważniejszy, lecz sposób, w jaki przeżywamy każdy dzień.
Obserwator


