Wynik 0:7 można przełknąć. Zdarza się. Piłka nożna zna większe upokorzenia. Ale to, co zobaczyłem 25 października na stadionie przy ulicy Tytoniowej w Augustowie, jest czymś więcej niż tylko sportową porażką:
Pusta ławka rezerwowych. Symbol, który boli bardziej niż siedem goli straconych u siebie. To był obraz klubu, któremu… zabrakło ludzi do gry. Nie tylko jakości. Nie tylko formy. Ludzi.
Kibice nie są ślepi. I nie milczą – wystarczy zajrzeć na Facebooka: – „Jeszcze wam się nie znudziło dostawać tak po głowie?” – „0:7 i nic się nie zmienia.” – „Pokażcie, co potraficie!” To głosy z trybun, pełne złości, rozczarowania i… tęsknoty. Bo za tą wkurzoną emotką, i „k…”, kryje się prosta emocja: Nam jeszcze zależy.
A sponsorzy? Nie trzeba robić audytu finansowego – wystarczy spojrzeć na ogrodzenie: tam, gdzie kiedyś wisiały banery, dziś wisi cisza. Brak wsparcia to nie przypadek. To sygnał, że ktoś wcześniej przestał walczyć o zaufanie miasta. I teraz pytanie do nas wszystkich – mieszkańców Augustowa:
Czy pozwolimy, by Sparta stała się klubem-wspomnieniem?
Bo jeśli my nie zareagujemy – nikt tego za nas nie zrobi. Dziś ławka była pusta. Jutro może być pełna – ale tylko wtedy, gdy każdy, komu jeszcze bije serce za Spartą, dorzuci swój wkład:
- młodzi niech przyjdą na nabór
- trenerzy niech rozwijają klub
- kibice niech będą głośni
- miasto i sponsorzy niech pokażą, że wierzą
Wynik 0:7 nie przekreśla historii.
Może być jej punktem zwrotnym. Bo nadzieja kibiców wciąż żyje – tylko teraz potrzebuje wsparcia. Jeśli nie teraz, to kiedy? Jeśli nie my, to kto?
Autor: Dariusz Kukliński






