W redakcji „Augustów pod Lupą” każdy poranek był powtarzalny jak melodia, którą zna się na pamięć:
Gosia zaparzała kawę, udając, że wierzy w jej pobudzającą moc.
Kamil układał świat w tabelkach, które dawały pozory kontroli nad rzeczywistością.
Kot Lupa chodził od biurka do biurka, jakby sprawdzał obecność.
A Darek Nieszczelny… wchodził ostatni, z papierami w ręku, ale myślami w innym wymiarze.
Tego dnia jegomość wszedł szybciej niż zwykle, z energią zbyt wielką, jak na kogoś, kto jeszcze nie wypił kawy.
– Kamil! Mam analizę! Weź to przejrzyj, bo mnie oczy bolą od myślenia!
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, Darek położył na klawiaturze Kamila kartkę i pobiegł do kuchni, krzycząc coś o mleku, które „ktoś znowu wypił”.
Kamil wziął kartkę. Spojrzał. Zatrzymał się tak nagle, jakby czas przestał płynąć.
Gosia podeszła do niego, nachyliła się, spojrzała… I również zastygła.
Kot Lupa przeciągnął się, jakby wiedział, że to, co zaraz nastąpi, zmieni ich pracę na długo.
Analiza, która zbyt wiele mówi
Na kartce znajdowała się analiza. Ale nie taka, jaką zwykle tworzył Darek. To była analiza:
dokładna, szczegółowa, pełna poufnych informacji, napisana z zimną precyzją kogoś, kto wie, gdzie szukać, i kogoś, kto rozumie, czego inni nie widzą. Nie było w niej chaosu Nieszczelnego. Nie było jego humoru, skreśleń, ani słynnych dopisków „trzeba sprawdzić” (często przy rzeczach, które on sam wcześniej sprawdzić zapomniał). To było dzieło profesjonalisty.
Gosia spojrzała na Kamila.
– Darek tego nie napisał.
– W życiu – potwierdził Kamil.
Kot Lupa usiadł obok kartki, stuknął ogonem w biurko i zamruczał:
– Mrr. Co w jego języku znaczyło: No wreszcie to zauważyliście.
Pomyłka, która zmienia wszystko
Darek wrócił z kawą i od razu wyczuł atmosferę gęstą jak mgła nad Nettą.
– Co się stało?
– To nie jest twoja analiza – powiedziała Gosia, podając mu kartkę.
Darek spojrzał. Zbladł. Przepuścił przez palce powietrze.
– O nie… – wymamrotał. – To nie miało tu trafić.
– To od kogo? – zapytał Kamil.
Nieszczelny odsunął kubek.
Usiadł.
I po raz pierwszy wyglądał jak ktoś, kto ma sekret większy, niż potrafi unieść.
– Słuchajcie. Współpracuję z kimś. Czasem. Przy sprawach… trudnych. Skomplikowanych. Takich, których nie da się ogarnąć zwykłymi metodami.
Gosia uniosła brew.
– Masz… wtyki?
– Mam. Kilka. Ale ta osoba jest… inna. Lupa mruknął cicho, z pełną aprobatą.
Pseudonim, który brzmi jak błysk
– To kto to jest? – naciskała Gosia.
– Nie mogę wam powiedzieć.
– To przynajmniej pseudonim! Darek długo się wahał. Spojrzał na wszystkich po kolei. A potem powiedział:
– Shine.
Słowo zawisło w powietrzu jak błysk flesza w ciemnym pokoju. Gosia powtórzyła półgłosem:
– Shine…
Kamil milczał.
Lupa zamknął oczy, jakby czekał na to od dawna.
W jaki sposób Shine przekazuje informacje?
Kamil zapytał:
– Jak ona ci to wysyła? Na maila? Przez kogoś z miasta? Darek pokręcił głową.
– Zasada pierwsza: nikt jej nie może zobaczyć. Zasada druga: nikt nie może wiedzieć, skąd te informacje pochodzą. Zasada trzecia: ja nie mówię nic, a wy nie pytacie.
– A jednak dziś… – zaczęła Gosia.
– Dziś popełniłem błąd -przyznał Nieszczelny.
– Wrzuciłem jej notatkę między moje i… pomyliłem kartki.
Kot Lupa spojrzał na Darka z mieszaniną politowania i sympatii:
Klasyczny Nieszczelny.
Zaufanie, które zaczyna rosnąć
Gosia oparła ręce na biurku.
– Darek. Skoro twierdzisz, że Shine współpracuje z tobą… to znaczy, że pomaga również nam.
Kamil pokiwał głową.
– I skoro zostawiła ci to… – wskazał na kartkę – to znaczy, że chce, abyśmy wiedzieli, gdzie patrzeć.
Darek wypuścił powietrze.
– Tak. Shine… nie robi nic przypadkiem. Jeśli pojawiła się ta analiza… to znaczy, że właśnie zaczyna się coś większego.
Lupa zeskoczył z biurka i usiadł obok kartki. Jak przy ważnym odkryciu archeologicznym.
Gosia uśmiechnęła się.
– No dobrze. Jeśli Shine ma być częścią tego zespołu… to będziemy jej ufać.
– O ile Nieszczelny nie zgubi już niczego – dodał Kamil.
– Ej! – obruszył się Darek. – To się zdarza najlepszym!
Lupa prychnął krótko. Ale w jego spojrzeniu było coś więcej niż kpina. Było uznanie.
Tajemnica, która będzie budować siłę APL
Tego dnia nikt nie poznał twarzy Shine. Nikt nie dowiedział się, jak wygląda, gdzie jest, ani kim jest naprawdę. Ale poznali coś ważniejszego: Jej pracę. Jej precyzję. Jej błysk. I fakt, że jest kimś, kto słyszy więcej, widzi wcześniej, i wie rzeczy, których nie powinien wiedzieć nikt. Wiedzieli też jedno: Jeśli Shine z nimi współpracuje, to APL stanie się redakcją, której nie da się łatwo zignorować. A wszystko zaczęło się od zwykłej pomyłki Nieszczelnego. Przynajmniej on nadal twierdzi, że to była pomyłka.
Augustów pod Lupą – Felieton z cyklu „Lupą pod mikroskopem”
Augustów, grudzień 2025


