Zaczęło się, jak zwykle, od kota.
Lupa wrócił znad jeziora z miną jak po nieudanym polowaniu. Usiadł na parapecie, machnął ogonem i wydał z siebie dźwięk przypominający „miau!”, ale z tonem egzystencjalnej rozpaczy.
– Co się stało, Lupo? – zapytałem.
– Nie ma ryb.
–Nie ma? Jak to nie ma?
W Augustowie bez ryb to jak w lipcu bez turystów, a w redakcji bez kawy – po prostu katastrofa.
Postanowiłem więc działać naukowo. W ruch poszedł mikroskop.
Bo jeśli coś znika, to trzeba to zobaczyć z bliska. Pod szkłem zobaczyłem świat, o którym mało kto wie: glony, drobiny piasku, kawałek plastikowej torby i coś, co wyglądało jak bryłka węgla. Życie tętniło – tylko nie to, którego szukaliśmy.
Wędkarze potwierdzili:
– „Panie, dawniej to szczupak sam się na haczyk pchał, a dziś to i na selfie ciężko złapać.”
Inny dodał, półgłosem:
–„Zarybiają? A zarybiają… tylko że potem te ryby gdzieś znikają. A w restauracjach? Tam to tylko takie ryby, których tutaj nigdy nie było – i mrożonki.”
Kot Lupa spojrzał na mnie z powagą naukowca.
– „Może popatrz w mikroskop, a nie tylko przez okno.”
No to spojrzałem.
I zobaczyłem w kropli jeziornej wody mały świat, w którym pływały nie ryby, ale wspomnienia – cisza sprzed lat, trzcinowe rozmowy, odbicia łódek bez silników. Wszystko to, co jeszcze niedawno było codziennością, a dziś – turystycznym wspomnieniem.
Bo latem jeziora zamieniają się w autostrady.
Motorówki, skutery, pontony z głośnikami większymi niż rozum.
Woda drży, ryby uciekają, a cisza tonie razem z ekologicznym sumieniem.
Kot Lupa próbował sam zajrzeć w mikroskop, ale po chwili zrezygnował, bo – jak stwierdził
– „nic się nie rusza”.
Dopiero później odkryliśmy, że patrzył nie przez okular, tylko w moją kawę.
W redakcji panował nastrój badawczy: mikroskop, notatnik, próbki wody. Niestety, ktoś pomylił słoiczki i zamiast wody z jeziora badaliśmy herbatę z cytryną. Wyniki były klarowne, ale nic nie mówiły o rybach.
Wtedy zapadła cisza.
Kot Lupa patrzył w okno, ja w mikroskop, a Gosia w sufit, jakby tam miała wypłynąć jakaś odpowiedź. Przypomniało mi się stare powiedzenie:
„Na bezrybiu i rak ryba.”
Tylko że dziś – proszę Państwa – nawet raków nie ma.
Nie ma, bo woda za ciepła, za płytka, za czysta z reklam, a za brudna z życia. Nie ma, bo tam, gdzie kiedyś tętniło życie, teraz odbija się tylko dźwięk głośnika z motorówki.
Lupa mruknął filozoficznie:
– „No widzisz… kiedyś ludzie łowili ryby, a dziś – wrażenia.”
I trudno mu odmówić racji.
Bo w tej wodzie, pod mikroskopem, naprawdę widać brak. Nie tylko brak ryb i raków, ale brak równowagi, spokoju, uważności. Jakby cała przyroda wzięła urlop od człowieka.
Więc jeśli ktoś chce naprawdę „zarybić” jezioro, niech zacznie od siebie. Może mniej huku, a więcej spokoju. A jeśli to nie pomoże, kot Lupa zapowiedział własny program ochrony przyrody:
„Ryba+” – mniej spalin, więcej ogonków!” 🐟
„Lupą pod mikroskopem” Felieton Redaktora Nieszczelnego Darka i kota Lupy”


