Przez trzy dni mieszkańcy jednego z augustowskich bloków pozostawali bez dostępu do wody w czasie silnych mrozów. Pomimo kolejnych wizyt, oględzin i deklaracji ze strony zarządcy, problem nie został rozwiązany. Podejmowane działania ograniczały się do rozmów, oglądania instalacji i rozwiązań zastępczych, które w praktyce nie usuwały przyczyny awarii.
Sprowadzanie pomocy do samych oględzin i ogrzewania przypadkowych fragmentów instalacji nie przynosiło żadnego efektu. Woda nie wracała, a mieszkańcy przez kolejne godziny i dni funkcjonowali bez podstawowego dostępu do wody. Pojawiały się doraźne działania – symboliczne ilości wody w workach czy nagrzewnice – które nie miały wpływu na rzeczywiste źródło problemu.
Po powrocie z pracy, około godziny 19:00, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Skoro wcześniejsze ogrzewanie rury nie przynosiło żadnego efektu, było jasne, że problem musi znajdować się w innym miejscu niż to, które było wcześniej sprawdzane.
Po odkuciu niewielkiego fragmentu posadzki bardzo szybko dało się ustalić przyczynę awarii. Dosłownie – czuć było, skąd napływa zimne powietrze. Oznaczało to pełny dostęp mrozu do fragmentu instalacji wodnej. Po uzyskaniu dostępu do zamarzniętego odcinka rury, jej lokalne ogrzewanie doprowadziło do przywrócenia przepływu wody. Czas odkucia i odmrożenie trwało około 35 minut.
Nie ingerowałem w instalację wodną. Nie doszło do żadnego rozcinania rur, demontażu ani przeróbek. Instalacja nie została naruszona – usunięto jedynie skutek przemarzania poprzez ogrzanie zamarzniętego elementu. Co istotne, do wykonania tych prac nie były potrzebne żadne specjalistyczne narzędzia ani firmy zewnętrzne. Wystarczyła zwykła suszarka do włosów oraz podstawowa młotowiertarka.
Ten przypadek w sposób jednoznaczny pokazuje, że problem nie polegał na „braku możliwości”, lecz na braku realnych działań i właściwej diagnozy. Wielokrotne oględziny i rozmowy nie zastąpią pracy wykonanej tam, gdzie faktycznie znajduje się źródło awarii. Brak słuchania zgłaszanych uwag i wskazówek prowadzi do sytuacji, w której cierpią zwykli ludzie – pozbawieni wody w środku zimy.
Sytuacje awaryjne wymagają natychmiastowej reakcji technicznej, a nie działań pozorowanych i przerzucania odpowiedzialności. Ten przypadek obnażył nieudolność zarządcy i jego pracowników oraz pokazał, że problem, który przez kilka dni pozostawał nierozwiązany, dało się usunąć w krótkim czasie, po prostu podejmując realne działania.
Autor: Dariusz Kukliński









