Gdy radio stało się wolne. 36 lat RMF FM i początek nowej epoki

15 stycznia 1990 roku, dokładnie w południe, w polskim eterze wydarzyło się coś więcej niż start nowej stacji radiowej. Gdy w Krakowie zabrzmiało „Africa” zespołu Toto, dla wielu ludzi był to pierwszy moment, w którym radio przestało być instytucją, a zaczęło być towarzyszem. Nie mówiło już z wysokości mównicy, nie pouczało, nie miało tonu urzędowego komunikatu. Mówiło normalnym językiem. I to wystarczyło, żeby poczuć, że coś się naprawdę zmieniło.

Na początku był to jeszcze sygnał lokalny – krakowski, małopolski. Ale jego znaczenie od początku wykraczało poza geograficzny zasięg. Było zapowiedzią czegoś nowego: stylu, który miał wkrótce stać się ogólnopolskim standardem.

Dziś, po 36 latach istnienia RMF FM, łatwo zapomnieć, jak bardzo inne było radio przed 1990 rokiem. Przez dekady było narzędziem państwa, elementem oficjalnego obiegu informacji, głosem „z góry do dołu”. Nawet jeśli bywało dobre, nawet jeśli miało znakomitych ludzi – to zawsze było zanurzone w logice systemu. A system ten nie lubił swobody, luzu, prywatności, spontaniczności. Tymczasem RMF pojawiło się jak coś z innego świata. Jakby ktoś nagle otworzył okno.

Nowe radio miało inną energię. Inny rytm. Inny język. Prowadzący nie mówili jak spikerzy, tylko jak ludzie. Muzyka nie była „zatwierdzana”, tylko po prostu grana. Nie było patosu, była lekkość. Nie było ideologii, była codzienność. I w tej zwyczajności było coś rewolucyjnego. Bo nagle okazało się, że media nie muszą być poważne, żeby były ważne. I nie muszą być oficjalne, żeby były wiarygodne.

Przełom instytucjonalny przyszedł kilka lat później – 26 maja 1994 roku, kiedy stacja otrzymała ogólnopolską koncesję na nadawanie. To był moment, w którym radio, które wcześniej było zjawiskiem lokalnym o ogólnopolskim znaczeniu, stało się faktycznie radiem całego kraju. Pierwszą prywatną stacją komercyjną o realnym zasięgu ogólnopolskim.

Dla całego pokolenia ludzi wchodzących wtedy w dorosłość – dwudziestolatków z małych miast i dużych miast, z bloków i z domów – RMF stało się jednym z dźwięków transformacji. Towarzyszyło w pierwszych prywatnych biznesach, w pierwszych długich podróżach samochodem, w pierwszych pracach, które nie były już „państwowe”. Było obecne w kuchniach, warsztatach, sklepach, biurach i samochodach. Nie narzucało się, ale było. Jak tło nowego życia.

Z perspektywy mniejszych miejscowości – takich jak Augustów – to miało jeszcze jeden wymiar. RMF niwelowało dystans między centrum a prowincją. Ten sam sygnał, ta sama muzyka, ten sam głos docierał do Krakowa, Warszawy i Augustowa w tej samej chwili. To było nowe doświadczenie równości kulturowej. Nagle nie było już „tu” i „tam”. Było jedno wspólne „teraz”.

W Augustowie radio towarzyszyło też chwilom bardzo konkretnym i lokalnym. Pamiętamy plenerowe akcje, koncerty, letnie spotkania nad jeziorami, kiedy RMF przyjeżdżało „do ludzi”, a nie tylko mówiło do nich z daleka. Dla małego miasta to było ważne: ktoś z ogólnopolskich mediów zauważał, że życie dzieje się nie tylko w stolicy i dużych aglomeracjach. Że są też mniejsze miejsca, z własnym rytmem, własnymi historiami i własną publicznością.

To dlatego RMF nie było tylko stacją radiową. Było doświadczeniem społecznym. Jednym z pierwszych masowych doświadczeń normalności po latach nienormalności. Uczyło, że świat może być prostszy, lżejszy, bardziej przyjazny. Że informacja może być podana bez strachu, a rozrywka bez poczucia winy.

Dziś świat mediów jest zupełnie inny. Algorytmy, streaming, podcasty, TikTok, personalizacja, sztuczna inteligencja – wszystko jest szybsze, bardziej precyzyjne, bardziej dopasowane. A jednocześnie bardziej samotne. Każdy ma swoją bańkę, swoją playlistę, swój strumień. W 1990 roku wszyscy słuchali tego samego. I to tworzyło wspólnotę, nawet jeśli jej nie nazywaliśmy.

Dlatego 36-lecie RMF FM nie jest tylko jubileuszem stacji. Jest przypomnieniem procesu: od lokalnego eksperymentu w Krakowie do ogólnopolskiego medium, które współtworzyło nową kulturę komunikacji w Polsce. Kulturę bardziej normalną, bardziej ludzką i bardziej bliską codziennemu życiu.

I nawet jeśli dziś słuchamy radia rzadziej niż kiedyś, ten pierwszy dźwięk nowej epoki – „Africa” w południe 15 stycznia 1990 roku – wciąż gdzieś w nas gra.

Bo są takie chwile, których się nie zapomina. Nawet jeśli nie wiedzieliśmy wtedy, że są historyczne.

Autor: Dariusz Kukliński

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *