Od lat słyszymy w Polsce te same hasła: „euro to zagrożenie”. Straszy się ludzi wyższymi cenami, utratą suwerenności, chaosem gospodarczym. A jednak, kiedy spojrzymy głębiej, widać wyraźnie – to nie Polacy powinni bać się euro, tylko politycy. Dlaczego? Bo wspólna waluta odebrałaby im możliwość manipulowania złotówką – a tym samym pozbawiła narzędzia, dzięki któremu mogą w ciszy przerzucać koszty swojej polityki na obywateli.
Złotówka – wygodne narzędzie władzy
Złoty bywa przedstawiany jako symbol suwerenności. W praktyce to także największa dźwignia polityków. Inflacja i kurs waluty – rząd i NBP mogą sterować złotym tak, by „pomagać gospodarce”. Ale w praktyce oznacza to, że zwykły Polak płaci drożej za paliwo, lekarstwa i elektronikę. Płaca minimalna – podwyżka w złotówkach wygląda efektownie. Tylko że po kilku miesiącach inflacja „zjada” całość. Ukryty podatek – słabnąca złotówka to ciche obciążenie portfela każdego z nas. Politycy zyskują, my tracimy.
Ceny w Polsce? Już zachodnie „Po euro wszystko podrożeje” – to najczęściej powtarzany straszak. Tymczasem wielu Polaków zauważa, że już dziś płacimy zachodnie ceny. Wystarczy spojrzeć na półki w marketach: elektronika, kosmetyki, ubrania, a nawet żywność. Ceny są porównywalne z niemieckimi czy francuskimi, a często nawet wyższe. Problem polega na tym, że nasze pensje są kilkukrotnie niższe. Euro nie podniosłoby cen – one już są wysokie. Euro sprawiłoby natomiast, że politycy straciliby wygodne tłumaczenie, iż „u nas musi być taniej, bo mamy złotówkę”.
Dlaczego pracownik zyska na euro?
Stabilność płacy – wynagrodzenie w euro trudniej zjada manipulowana inflacja. Łatwe porównania – Polak zarabiający w euro może bez problemu zestawić swoją pensję z kolegą z Berlina czy Madrytu. Europejskie standardy – wspólna waluta to krok w stronę realnego wyrównywania minimalnych płac w całej Unii.
Augustów i litewski lęk przed euro
Augustowie dobrze widać jeszcze jeden aspekt dyskusji. Na co dzień spotykamy tu Litwinów przyjeżdżających na zakupy – całe wycieczki autokarowe kierują się do naszych sklepów. Dla wielu mieszkańców to dowód, że „euro zrobiło z Litwy kraj drogich cen” i że nas może czekać to samo. Ale prawda jest bardziej złożona. Litwini przyjeżdżają, bo różne są stawki podatków (np. akcyzy na paliwo czy alkohol), bo w Polsce niektóre produkty są tańsze przy porównaniu kursowym, a czasem dlatego, że po prostu opłaca się im kupić coś tutaj w złotówkach. Jednocześnie Polacy też jeżdżą do Niemiec po elektronikę czy do Czech po tańsze paliwo. Tak działa handel przygraniczny – i będzie działał niezależnie od waluty. Euro nie zabierze Litwinom motywacji, by przyjeżdżać do Augustowa. Tak samo, jak Polacy dalej będą jeździć za granicę po tańsze produkty. To nie euro decyduje o tych różnicach, ale podatki, akcyzy i polityka gospodarcza poszczególnych państw.
Co mówią ekonomiści?
Dyskusja o euro w Polsce toczy się nie tylko wśród polityków i obywateli, ale także w środowisku ekonomistów. Ich opinie są podzielone – jedni widzą w euro szansę na stabilność i rozwój, inni ostrzegają przed ryzykiem.
Zwolennicy podkreślają, że:
Prof. Stefan Collignon (London School of Economics) uważa, że przyjęcie euro zmniejszyłoby ryzyka handlowe i inwestycyjne, a Polska coraz bardziej przypomina kraje eurolandu.
Ekonomiści, jak Jakub Borowski (Credit Agricole, SGH), wskazują, że obawy o wzrost cen są przesadzone – w innych krajach efekt podwyżek po wprowadzeniu euro był minimalny. Według części ekspertów Polska traci, pozostając poza strefą euro, bo inwestorzy wolą kraje z bardziej stabilną walutą.
Sceptycy ostrzegają, że:
Prezes NBP Adam Glapiński podkreśla ryzyko utraty narzędzi polityki pieniężnej i brak gotowości gospodarki.
Prof. Janusz Bilski uważa, że euro to projekt polityczny, a Polska wymaga dalszej modernizacji zanim do niego dołączy.
Eksperci PTE przypominają, że sukces w euro wymaga nie tylko spełnienia kryteriów, ale także silnego konsensusu społecznego.
Najwyższa Izba Kontroli zauważa, że w niektórych krajach efekt zaokrągleń cen był widoczny, choć w większości przypadków niewielki.
Opinie te pokazują, że temat euro nie jest czarno-biały. Z jednej strony obawy o ceny i utratę suwerenności, z drugiej – wizja stabilności i uczciwszych płac. Ostateczna decyzja będzie zależeć nie tylko od kalkulacji gospodarczych, ale także od odwagi polityków i świadomości obywateli.
Kto naprawdę boi się euro? Euro oznaczałoby większą przejrzystość: trudniej byłoby ukrywać błędy gospodarcze, łatwiej byłoby porównywać zarobki i koszty życia w Europie, szybciej wychodziłoby na jaw, jak bardzo Polacy są wykorzystywani. Dlatego część polityków woli bronić złotówki jak bastionu. Nie chodzi o obronę obywateli. To obrona ich wpływów i możliwości manipulowania społeczeństwem.
Podsumowanie
Euro w Polsce nie jest zagrożeniem dla zwykłych ludzi. Zagrożeniem jest utrzymywanie złotówki jako waluty, którą można dowolnie osłabiać i w ten sposób ograbiać ludzi z oszczędności. Dziś płacimy zachodnie ceny w złotówkach, a zarabiamy wciąż znacznie mniej niż nasi sąsiedzi z Zachodu. Euro mogłoby ten rozdźwięk zmniejszyć – dając obywatelom stabilność i ochronę, a politykom odbierając wygodną broń. Pytanie więc nie brzmi: „Czy euro jest dla nas zagrożeniem?”. Prawdziwe pytanie brzmi: „Dlaczego politycy tak bardzo boją się, żebyśmy je wprowadzili?”.
Komentarz redakcyjny APL
Data: 08.10.2025
Autor: Redakcja Augustów Pod Lupą
Źródła / Opracowanie na podstawie:
– Business Insider Polska – wypowiedzi prof. Stefana Collignona (LSE) o euro.
– Money.pl – analizy ekonomistów dot. korzyści i strat braku euro w Polsce.
– Euronews Polska – opinie Jakuba Borowskiego (Credit Agricole, SGH) o cenach i inflacji po euro.
– Obserwator Finansowy – komentarze prof. Janusza Bilskiego o politycznych aspektach euro.
– Najwyższa Izba Kontroli – raporty o efektach wprowadzenia euro w innych krajach.
– Polskie Towarzystwo Ekonomiczne – stanowiska dot. potrzeby konsensusu społecznego.


