Czy płacimy za śmieci, czy za wodę? – Śledztwo w sprawie miejskiej matematyki

augustów woda śmieci

W Augustowie nawet woda już nie jest czysta.
Od przyszłego roku wszyscy mieszkańcy – zarówno bloków, jak i domów jednorodzinnych – zapłacą za śmieci według zużycia wody.
Bo władze miasta uznały, że to „najuczciwsza” metoda.

Absurd? Nie dla urzędników.
Dla mieszkańców – codzienność, która coraz bardziej przypomina rachunek z domowej pralni, a nie z urzędu miasta.

Paragraf i rzeczywistość

Nowa uchwała Rady Miejskiej w Augustowie wprowadza jednolitą zasadę dla wszystkich mieszkańców miasta:
15 zł za każdy metr sześcienny zużytej wody.

Według władz miasta, wprowadzenie tej zasady ma „wyrównać różnice między mieszkańcami” i wyeliminować sytuacje, gdy w niektórych lokalach zgłoszono mniej osób, niż faktycznie tam żyje.
W praktyce jednak system opiera się na błędnym założeniu, że zużycie wody odzwierciedla ilość śmieci.

Jak zauważyła radna Izabela Piasecka, cytowana przez Polskie Radio Białystok:

„Czyli ci, co się więcej kąpią, wytwarzają więcej odpadów, tak? Czy jest między tymi sprawami logiczne połączenie?”

To pytanie retoryczne. Bo każdy, kto ma w domu dziecko, starszego rodzica lub pracuje fizycznie, wie, że higiena nie ma nic wspólnego z produkcją śmieci.

Podatek od wody

Najpierw płacimy za wodę.
Potem za jej odprowadzenie jako ścieki.
A teraz – za śmieci, które rzekomo powstają z tej samej wody.

To nie jest gospodarka odpadami.
To podatek od czystości.
System, który miał być sprawiedliwy, stał się absurdem matematycznym.
Zamiast promować ekologię, zniechęca do podstawowych czynności higienicznych.
Zamiast wspierać rodziny, karze tych, którzy żyją odpowiedzialnie.

Efekt domina

Każda podwyżka taryf wodnych – a od 1 listopada wchodzi kolejna – będzie teraz automatycznie podnosić wysokość opłaty za odpady.
Bo w tym systemie śmieci drożeją razem z wodą – choć ilość odpadów wcale nie rośnie.

To samonakręcający się mechanizm, w którym rachunek za kąpiel staje się rachunkiem za śmieci.
Mieszkańcy nazywają to już wprost: „podatek od mydła”.

Prawo swoje, życie swoje

Prawo dopuszcza metodę „na wodę” tylko wtedy, gdy istnieje związek z ilością odpadów.
Tyle że taki związek nie istnieje – co potwierdzają liczne wyroki sądów administracyjnych w całej Polsce.

  • WSA w Olsztynie, sygn. II SA/Ol 104/20 – sąd uznał, że metoda naliczania opłaty za odpady na podstawie ilości zużytej wody narusza zasadę proporcjonalności, ponieważ zużycie wody nie ma bezpośredniego związku z ilością odpadów.
  • WSA w Lublinie, sygn. II SA/Lu 517/19 – wskazano, że taka metoda jest „fikcyjnie powiązana” z ilością wytwarzanych odpadów i prowadzi do nierównego traktowania mieszkańców.
  • Warszawa (2021) – po licznych skargach mieszkańców i interwencji Rzecznika Praw Obywatelskich, miasto zrezygnowało z metody „na wodę”, uznając ją za społecznie niesprawiedliwą i trudną do obrony prawnej.

Te orzeczenia jasno pokazują, że metoda stosowana dziś w Augustowie jest nie tylko nielogiczna, ale i prawnie wątpliwa.
Mimo to, rada miasta nadal ją utrzymuje – jakby nie dostrzegała, że inne samorządy już się z niej wycofały.

Rachunek społeczny

Najbardziej tracą ci, którzy dbają o czystość i innych ludzi:

  • pracownicy schronisk, szpitali, zakładów usługowych,
  • rodziny z dziećmi,
  • opiekunowie osób starszych i chorych.

Ich życie nie mieści się w paragrafach.
Ich zużycie wody nie ma nic wspólnego z odpadami.
A mimo to płacą najwięcej – za empatię, higienę i troskę.

Głos z bloków

„Nie wiem, jak woda ma się do śmieci. Może ktoś mi to narysuje?” – mieszkanka ul. Wojska Polskiego

„To kara za czystość. Jak się nie umyję, to zapłacę mniej?” – pracownik budowlany

„Opiekuję się chorą mamą. Woda leci częściej, ale śmieci tyle samo. Kogo ten system chroni?” – mieszkaniec z ul. 1-go Pułku Ułanów Krechowieckich

Wszyscy mówią to samo: to nie jest sprawiedliwe.

Nie tylko Augustów

W innych miastach Polski ten sam eksperyment już się nie udał.
W Olsztynie, Lublinie i Warszawie – sądy i mieszkańcy powiedzieli „dość”.
Augustów wciąż liczy po swojemu, jakby woda i śmieci były jednym towarem.

Ale nawet paragraf nie przykryje faktu, że śmieci nie płyną z kranu. Nie chodzi o zniżki.
Chodzi o logikę.
Bo prędzej czy później każda kropla cierpliwości też się skończy.

Autor: Dariusz Kukliński

2 komentarze do “Czy płacimy za śmieci, czy za wodę? – Śledztwo w sprawie miejskiej matematyki”

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *